Kąpiele o zmiennej temperaturze

Zabiegi te polegają na zanurzaniu ciała w wodzie o różnej temperaturze. Zawsze zaczyna się od kąpieli gorącej, a kończy na zimnej. Ważne jest, aby woda posiadała skrajną temperaturę: była albo bardzo zimna, albo gorąca. Kąpiele o zmiennej temperaturze w większym stopniu niż jednorodne wpływają na obieg krwi i wzmacniają centralny układ nerwowy. Zaleca się je wyłącznie osobom zdrowym. Przeciwwskazania dotyczą też osób wyczerpanych fizycznie oraz kobiet na 3 — 4 dni przed menstruacją. W tej grupie terapii najczęściej stosuje się kąpiel zmienną nóg, twarzy i rąk.
Kąpiel całkowita zimna Kąpiel taka powinna trwać od pół minuty do trzech minut, im jest krótsza, tym skuteczniejsza. Kąpiel w rzece, jeziorze lub basenie też nie powinna trwać długo. Osoby zdrowe, które zażywają w wodzie dużo ruchu, a później jedzą wysokokalorycznie i obficie, nadrobią to, co straciły w wodzie. Natomiast osoby o słabszej budowie ciała wyczerpują się i męczą, zbyt długo przebywając w wodzie, nic przy tym nie zyskując; zabieg taki osłabia ich organizm, a nie wzmacnia go. Osoby o przeciętnych lub gorszych warunkach fizycznych powinny w zbiornikach otwartych kąpać się krótko.

Oddziaływanie wody na ludzki organizm

Każdą kąpiel należy brać na pusty żołądek. Woda letnia powinna mieć temperaturę 31° — 36 °C, woda ciepła 37° — 38 °C. Woda gorąca stosowana w terapiach wodnych 39° — 42 °C., natomiast zimna poniżej 30°C. Kąpiele w wodzie ciepłej działają uspokajająco. Wskutek rozszerzenia się naczyń krwionośnych spada ciśnienie krwi, poprawia się ukrwienie wnętrza ciała i skóry, pory skóry rozszerzają się, co z kolei ułatwia emanację tłuszczu. Kąpiele ciepłe i gorące najczęściej stosuje się przy różnego rodzaju kolkach, np. nerkowej, jelitowej czy żołądkowej, niedowładzie nerwów obwodowych, pourazowym zaniku mięśni i kamicy nerkowej. Pod wpływem zimnej wody naczynia krwionośne kurczą się, a potem następuje ich szybkie rozszerzanie. Działają pobudzająco, przyśpieszają przemianę materii oraz poprawiają samopoczucie. Zimne kąpiele lub natryski to doskonały zabieg dla niskociśnieniowców. Kąpiel nie powinna jednak trwać zbyt długo, przeciętnie 1 —3 minuty. Najogólniej mówiąc, prawidłowo przeprowadzone zabiegi wodne oddziałują na układ krążenia, układ moczowy, system nerwowy i przemianę materii. Układ krążenia. Zimne kąpiele zwalniają puls i powodują obniżenie ciśnienia krwi. Z kolei ciepłe kąpiele przyśpieszają puls, ale obniżają nieco ciśnienie lub utrzymują je w normie, natomiast kąpiele gorące przyśpieszają puls i ciśnienie. Układ moczowy. Wszelkie zabiegi wodne powodują zwiększone wydzielanie moczu.
System nerwowy. Zarówno zimne, jak i gorące zabiegi wodne działają pobudzająco, wszakże dłuższe kąpiele gorące przeobrażają się w zabiegi o działaniu deaktywizującym. Przemiana materii. Wszelkie kąpiele, zgodne z zasadami hydroterapii, wpływają mobilizująco na funkcjonowanie wszystkich organów i zwiększają przemianę materii. Sebastian Kneipp w swojej książce Moje leczenie wodą tak radzi przeprowadzać kąpiele: „Niechaj nikt nie waży się brać zabiegu z zimnej wody, gdy mu zimno i dreszcze go przenikają. Zabieg z zimną wodą należy wykonać szybko. Przy rozbieraniu się i ubieraniu nie można marudzić. Łącznie rozbieranie, zabieg i ubieranie się nie powinno trwać dłużej niż 4 — 5 minut. Po żadnym zabiegu zimną wodą nie wyciera się ciała na sucho (oprócz głowy i rąk). Po każdym zabiegu wodoleczniczym i ubraniu się obowiązkowo trzeba zażywać ruchu, aż ciało wyschnie i rozgrzeje się”.

Kąpiele lecznicze

W medycynie naturalnej od dawna uważa się, że kąpiele wodne służą nie tylko higienie osobistej, relaksowi, odprężeniu i hartowaniu ciała, ale również z powodzeniem leczą wiele chorób. Skuteczność wodolecznictwa jest dość znaczna, gdyż wzmacnia funkcjonowanie wszystkich narządów. Zabiegi wodne w celach leczniczych stosowano już od bardzo dawna. Szczególne właściwości lecznicze przypisywano niektórym źródełkom i rzekom. Często pielgrzymki do wybranych wód są nakazem religijnym, np. w religiach hinduistycznych kąpiel w Gangesie, co wiąże się z wiarą w magiczną moc wody. W chrześcijaństwie woda używana jest do chrztu, w judaiźmie do ablucji, w islamie do rytualnego obmywania stóp. Już z Biblii dowiadujemy się o leczniczym działaniu wód Jordanu; współczesna nauka potwierdziła te właściwości, wynikające z zawartości w wodzie siarki i magnezu. Za ojców współczesnego wodolecznictwa można uznać śląskiego chłopa Wincenza Priessnitza (1799 — 1851) oraz niemieckiego księdza Sebastiana Kneippa (1821 —1897). Pierwszy z nich jest wynalazcą popularnego dziś natrysku. Będąc jeszcze chłopcem, uległ ciężkiemu wypadkowi. Nie mając możliwości kosztownego leczenia medycznego, został zdany na siły własnego organizmu. Młody Priessnitz przykładał sobie na piersi kompresy z wody pochodzącej z pobliskiego źródełka. W krótkim czasie całkowicie wyzdrowiał, a swoje odkrycie postanowił wykorzystać. Z czasem wybudował przy źródełku sanatorium, w którym stosował terapię wodną, m.in. używał wiader z dziurkowanym dnem do natrysków, co można uznać za prototyp współczesnego prysznica.

Hydroterapia, czyli leczenie wodą

Już starożytni rozumieli, że jednym ze środków zachowania równowagi systemu nerwowego, i w ogóle zdrowia, jest kąpiel. Nie powinno to dziwić, ponieważ kąpiel to nie tylko przyjemny zabieg higieniczny, ale i leczniczy — znakomicie relaksuje, jest skuteczną bronią przeciwko zmęczeniu i źródłem energii niezbędnej do aktywności życiowej, także doskonałym sposobem na zachowanie młodego wyglądu. Dla dawnych Greków i Rzymian kąpiel była obowiązkowym przejawem gościnności. Pamiętamy z literatury, że Circe, przyjmując u siebie Ulissesa, witała go ofiarowaniem mu wspaniałej kąpieli: „Wylano na moją głowę i na moje ramiona — wspomina Ulisses — ciepłą wodę, namaszczono drogimi esencjami i gdy wyszedłem z kąpieli, nie czułem już poprzedniego zmęczenia i trosk”. Jako ciekawostkę podajmy, że słynne rzymskie łaźnie Karacalli mogły pomieścić jednorazowo około 3000 osób. O pozytywnym działaniu wody morskiej na organizm ludzki pisali m.in. Hipo- krates i Arystoteles, a wielkim zwolennikiem morskich zabiegów byli Sokrates i Seneka.
Woda jest środkiem konserwacji organizmu. Na ogół zaleca się kąpiel w wodzie o temperaturze od 34 do 37 °C. Woda bardzo ciepła, powyżej 38°C, usuwa znużenie, ale kąpiele zbyt gorące osłabiają i źle działają na organizm. Pamiętajmy przy tym, iż najzdrowsze są kąpiele krótkie, do około 10 minut. Przedłużanie kąpieli wysusza skórę i czyni ją chropowatą. Codzienna kąpiel powinna odbywać się wyłącznie w ciepłej wodzie, żeby nadmiernie nie zmiękczać  tkanki skórnej. Raz na tydzień wskazana jest kąpiel w wodzie gorącej (powyżej 38°C). Do wanny należy wchodzić stopniowo, by uniknąć szoku energetycznego. Nie powinno się zasypiać w wodzie z uwagi na bezpieczeństwo ani pozwalać jej ostygnąć. Po kąpieli wskazany jest masaż lub choćby energiczne natarcie ciała suchym ręcznikiem, następnie nacieramy skórę wodą kolońską (panie koniecznie z dodatkiem oliwy), otulamy się szlafrokiem i — jeśli czas pozwoli — kładziemy się na pół godziny.

Śmiech czy uśmiech?

Jeżeli śmiech może być nie kontrolowany, to inaczej jest z uśmiechem. Gama uśmiechu jest wyjątkowo rozległa; uśmiechamy się pieszczotliwie, grzecznościowo, złośliwie, ironicznie, sarkastycznie, uwodzicielsko, wyrozumiale itp. W sztuce i religii śmiech został zastąpiony uśmiechem. Szczery wybuch śmiechu stanowiłby profanację sakralnego miejsca. Gdyby Leonardo da Vinci namalował roześmianą Giocondę, nikt nie doszukiwałby się wówczas tajemniczości w jej uśmiechu i dzieło nie byłoby z pewnością tak sławne. Wyjątek stanowią niektórzy weseli bogowie greccy, ale byli oni zazwyczaj dotknięci ziemskimi wadami. Bardzo często uśmiech bywa udawany lub wystudiowany. Dotyczy to szczególnie osób piastujących funkcje publiczne oraz aktorów i artystów, którzy zawodowo muszą okazywać dobre samopoczucie bądź zjednywać odbiorców. Pod wpływem silnych emocji można obserwować u tej samej osoby przeplatanie się śmiechu i płaczu. Skutek jest zbliżony, bo zarówno śmiech, jak i płacz rozładowują napięcie psychiczne, są swego rodzaju zaworem bezpieczeństwa dla psychiki, także wtedy, gdy występują równocześnie (można przecież śmiać się do łez). Nieco innego rodzaju jest śmiech spowodowany szokiem, np. u osoby, która była uczestnikiem wypadku. Z anatomicznego punktu widzenia śmiech i szloch są odbiciem silnych emocji, które często uwidaczniają się w tym samym czasie, różnica zaś jest następująca: gdy się śmiejemy, wydychamy powietrze, podczas płaczu powietrze wciągamy. Granica między śmiechem a płaczem jest niekiedy bardzo nieostra.

Z czego się śmiejemy?

Są ludzie, którzy bardzo łatwo doprowadzają się do śmiechu, potrafiąc śmiać się dosłownie z niczego. Każdy temat, każda sytuacja może być powodem wesołości, np. zasłyszane dowcipne stwierdzenie, czyjeś wystąpienie, wzrost cen, wygląd drugiej osoby itp. Zdarza się, iż śmiech nachodzi ich w miejscach dużej powagi i skupienia, np. w kościele czy podczas uroczystości pogrzebowych. Wielokrotnie też stykamy się z przypadkami nagłego, niepohamowanego śmiechu. Trudno jest wówczas nad nim zapanować, a to może wywoływać oburzenie najbliższego otoczenia. Żadne uwagi czy prośby nie skutkują. Wiedzą o tym szczególnie osoby nastoletnie. Wystarczy, że jedna z nich parsknie śmiechem, a inne jej wtórują. Na szczęście, śmiech służy zdrowiu i należy wykazać więcej zrozumienia i tolerancji. W zależności od sytuacji rozróżnić możemy trzy rodzaje zachowań ludzkich. Do pierwszej grupy należą ci, którzy nie potrafią zachować powagi tam, gdzie należy. Drugą grupę stanowią osoby umiejące hamować swój śmiech, jeśli nie wypada się śmiać. Do trzeciej grupy można zaliczyć tych, którzy nie śmieją się prawie nigdy lub niezwykle rzadko.
Z ankiety przeprowadzonej ostatnio wśród Francuzów wynika, że blisko 2/3 osób dorosłych śmieje się rzadko lub bardzo rzadko, zaledwie kilka procent może poszczycić się nieustanną wesołością. Obliczono też, iż statystyczny Francuz lat dziewięćdziesiątych śmieje się przeciętnie 6 minut dziennie, zaś tuż przed drugą wojną światową śmiał się przez blisko 19 minut dziennie. Z powyższych badań wynika również, że większość Francuzów lubi i pragnie się śmiać, ale coraz mniej mają ku temu okazji.

Czy tylko człowiek potrafi się śmiać?

Śmiech jest właściwy wyłącznie ludziom, zwierzęta się nie śmieją. Wyjątek stanowią małpy, najbliższe człowiekowi pod względem ewolucyjnym. Dotyczy to szczególnie szympansów, które śmieją się z tych samych powodów, co człowiek, nie potrafią jednak wychwycić komizmu sytua-
cji, gdyż do tego potrzeba zdolności myślenia abstrakcyjnego, której zwierzęta nie mają.
Niejednokrotnie spotykamy się z opinią, że niektóre psy, osły czy konie śmieją się. To tylko złudzenie, zwierzęta te po prostu pokazują zęby. Pokazywanie zębów u pierwszych homo sapiens przekształciło się z czasem w uśmiech, lecz rzekomy uśmiech naszych przodków w rzeczywistości nie był przyjazny. Były to miny odstraszające przeciwników. Dlatego odsłaniali zęby, przeszywali nieprzyjaciela wzrokiem, uderzali pięściami w swoją klatkę piersiową, tupali i wydawali groźne pomruki lub wrzaski. Część tych gestów pozostała nam do dzisiejszego dnia, np. niektórzy wybuchając śmiechem, biją się pięściami po udach lub tupią.

Każda choroba ma swojego wewnętrznego lekarza

Dosyć oryginalną teorię propaguje dr Schweitzer. Twierdzi on, że każda choroba ma swojego wewnętrznego lekarza, natomiast medycyna leczy zaledwie 20% stanów chorobowych. Zwalczanie pozostałych 80% chorób polega na uruchomieniu wewnętrznych mechanizmów obronnych organizmu, tzw. wewnętrznego lekarza. Śmiech jest — zdaniem dra Schweitzera — jednym ze sposobów uruchomienia owych funkcji ochronnych. Dla medycyny od dawna nie było tajemnicą, że zmartwienia są częstą przyczyną schorzeń organizmu. Stąd nasuwa się logiczny wniosek, że wesołość, rubaszny śmiech i pogoda ducha na co dzień nie tylko zapobiegają, ale i leczą choroby. Metodę tę szczególnie popularyzował amerykański dziennikarz Norbert Cousine. Z powodu zawodowych stresów cierpiał on na silne bóle kręgosłupa. Lekarze byli bezradni. Cousine spróbował leczenia na własną rękę. Odstawił leki, natomiast zaczął systematycznie oglądać komedie filmowe. Po obejrzeniu wieczorem filmów z Flipem i Flapem lub braćmi Marx ból znikał i pacjent spokojnie zasypiał. W krótkim czasie powrócił całkowicie do zdrowia. Zatem ponieważ śmiech wpływa korzystnie na równowagę pracy naszych narządów, można go stosować jako sprzymierzeńca w leczeniu ogólnym, a przede wszystkim przy takich chorobach, jak: astma, skurcze żołądka, migrena. Ponadto pomaga usuwać zmęczenie, likwidować stany depresyjne, bóle oraz wzmacnia potencję seksualną. Wieczorny śmiech uwalnia od stresów, napięć wewnętrznych i zapewnia zdrowy sen. Spróbujmy śmiać się szczerze, nawet rubasznie, przez minutę dziennie, a wydatnie poprawimy własne samopoczucie. Poza profilaktyką w stanach chorobowych należy stosować minutowe bloki kilkakrotnie w ciągu dnia. Pamiętajmy przy tym, że najzdrowszy jest śmiech głośny i głęboki.

Co na to nauka?

Nauka wydaje się doceniać znaczenie terapii śmiechu. Powstała nawet gałąź medycyny zwana gelotologią (grec. ge/os uśmiech), zajmująca się badaniem wpływu śmiechu na organizm ludzki.
W Stanach Zjednoczonych zrodził się ruch na rzecz wolnego śmiechu. W Los Angeles grupa psychologów utworzyła Brygadę Uwolnienia Śmiechu. W Kanadzie coraz modniejsza staje się terapia radości, zalecająca śmianie się ze wszystkiego i w każdej postaci. Leczenie śmiechem było przedmiotem rozważań podczas Międzynarodowego Kongresu Psychologii Humanistycznej. Organizowane są liczne sympozja poświęcone temu problemowi. Odnotować też warto utworzenie w niektórych miastach zachodnioeuropejskich specjalnego numeru telefonicznego, gdzie za symboliczną opłatę można usłyszeć zabawne opowieści. Ann Rosen, amerykańska lekarka psychiatra, pobrała do badania ślinę doświadczalnej grupie pacjentów, którzy kilka minut wcześniej obejrzeli wspaniałą komedię. W ślinie tych osób wykryła znaczną ilość tzw. immunoglobiny — substancji zwiększającej odporność organizmu. Na amerykańskim uniwersytecie Stanford stwierdzono, iż śmiech pobudza produkcję endomorfiny, środka uśmierzającego ból.
Psychoterapeutka Bille Kotlowitz przeprowadziła badania, z których wynika, że w rodzinach, gdzie codziennemu życiu towarzyszy pogoda i śmiech, łatwiej akceptuje się i toleruje wzajemne słabości i wady, szybciej łagodzone są drobne konflikty. Dr Karol Koch nazywa śmiech gimnastyką ciała i duszy, gdyż wibrujący ruch przepony jest wspaniałym masażem serca, płuc, żołądka i całego przewodu pokarmowego, ponadto pobudza organizm do wytwarzania ważnych dla zdrowia substancji. Francuski lekarz Henri Rubinstein z powodzeniem stosuje terapię śmiechu w swojej paryskiej klinice. Uważa on, iż śmiech jest rodzajem oczyszczania organizmu przez pozbycie się agresywności, którą każdy człowiek w sobie nosi, a która obraca się przeciwko niemu, wpędzając w chorobę.

Śmiech lekarstwem starym jak świat

Śmiech towarzyszył człowiekowi od początków cywilizacji, zaś jako zjawisko społeczne stał się jednym ze sposobów komunikowania. Leczniczą funkcję śmiechu dostrzegli już starożytni medycy, stosowano więc tę terapię przy chorobach płuc i dla ogólnej poprawy samopoczucia. W średniowieczu zalecano śmianie się w stanach pooperacyjnych, bowiem zauważono, że wówczas rany zabliźniają się szybciej. W następnych wiekach stwierdzono dobroczynny wpływ śmiechu na trawienie, dlatego na dworach możnowładców zatrudniano błaznów i kuglarzy, aby podczas uczt zabawiali biesiadników. Również i teraz żywieniowcy zalecają spożywanie posiłków w miłej, nawet wesołej atmosferze. Do dzisiaj niektóre plemiona afrykańskie i północnoamerykańskie stosują leczenie śmiechem przy wielu dolegliwościach, m.in. Dogoni nadal zaskakują nas nie tylko niewiarygodną wprost wiedzą astronomiczno-astrologicz- ną, ale także systematycznymi seansami zbiorowego śmiechu. Obrzęd ów ma na celu wzmacnianie sił witalnych członków tego malijskiego plemienia. Indianie z Amazonii oraz Nawahowie z Ameryki Północnej uważają śmiech za skuteczny środek na wypędzenie złych duchów z ciała człowieka. Niektóre ludy środkowoamerykańskie stosują często śmiech celem psychicznego oczyszczenia organizmu.

Older posts
Newer posts