Urynoterapia a joga

Urynoterapia zaliczana jest obecnie do naturalnych metod leczniczych, której istota polega na wykorzystaniu swoistych właściwości moczu ludzkiego. Jej teoretyczna podbudowa związana jest z jogą. Ponoć wzmianki dotyczące tej metody leczenia znajdują się już w starych księgach hinduskich. Zasada polega na tym, że w czasie choroby człowiek wytraca ze swego organizmu energię życiową, tzw. pranę, a także wraz z moczem różne substancje organiczne i nieorganiczne konieczne do jego prawidłowego funkcjonowania. Ponowne ich użycie sprawia, że są one łatwo przyswajalne, a energia zostaje zachowana, organizm szybciej zaczyna się regenerować, zaś choroba ustępuje.
Uryna jest zatem naturalnym lekiem, wytwarzanym przez sam organizm. Jest to lekarstwo na wszystkie schorzenia. Działa nie tylko na same objawy chorobowe, ale na cały organizm. Ponadto, w przeciwieństwie do leków farmakologicznych, nie powoduje żadnych skutków ubocznych.

Ostatnie odkrycia w sprawie działania hormonów

Prof. Jean Rostande, współczesny francuski naukowiec, często stwierdza: „Ostatnie odkrycia w sprawie działania hormonów całkowicie zrewolucjonizowały prace nad nimi. Niektóre z nich filtrowane są przez nerki i przechodzą do uryny. Wielokrotnie hormony adrenaliny i gruczołów rozrodczych znajdowano w urynie. Uryna dostarcza praktycznie nieograniczonej ilości podstawowej materii”. Abstrahując jednak od teoretycznej strony zagadnienia, liczne przypadki z przeszłości całkowicie potwierdzają lecznicze właściwości wydalanego moczu. Na miano ojca współczesnej urynoterapii (łac. urina mocz, gr. therapeia leczenie) w pełni zasługuje John W. Armstrong, autor opublikowanej w 1944 r. książki Water of life, która do dzisiaj wywołuje sporo kontrowersji. Przedstawił w niej przypadki wyleczeń uryną (najpierw praktykował na sobie, a dopiero potem na pacjentach), z całkowitym przekonaniem broniąc swojej metody i polemizując z przedstawicielami oficjalnej medycyny. W młodym wieku Armstrong poważnie zachorował na gruźlicę. Kiedy po dwóch latach nieskutecznej terapii zaczął wątpić w możliwość wyzdrowienia, przypomniał sobie fragment tekstu biblijnego: „Pij wody ze swoich własnych zbiorników”. Ponadto znany mu był przypadek młodej dziewczyny chorej na dyfteryt, której ojciec dawał do picia jej własną urynę i chora w ciągu trzech dni wyzdrowiała. Znajomi wspomnieli też Armstrongowi o przypadkach wyleczenia uryną żółtaczki i innych chorób. Pokrzepiony tymi informacjami, Armstrong przez 45 dni odżywiał się wyłącznie własną uryną i czystą wodą, nadto wcierał urynę w ciało, co ma w tej terapii niebagatelne znaczenie. Efektem sześciotygodniowej kuracji było całkowite wyzdrowienie, doskonałe samopoczucie, odzyskanie młodego wyglądu i gładkiej skóry. Od tego czasu Armstrong do końca życia pił każdą kroplę uryny, jaką wydzielał, zajął się też leczeniem ludzi i dopracował się wielu oryginalnych metod lecznicznych. Przedstawione poniżej przypadki wyzdrowień oparte są na jego książce.

Urynoterapia, czyli woda życia

Ten temat nie obrodził w publikacje, jest jakby wstydliwy, mimo że przypadki leczenia uryną znane są od tysiącleci. Informacje o jej zastosowaniu można wyczytać między wierszami nawet w Biblii; dawni prorocy, przebywający nieraz po czterdzieści dni na pustyni, najczęściej odżywiali się szarańczą i własną uryną i nie zapadali na zdrowiu. Starożytni Grecy stosowali urynę do przemywania ran lub skaleczeń, podobnie postępowano w przypadku oparzeń. Eskimosi, i nie tylko oni, używają jej tradycyjnie do dzisiaj. W księdze z 1695 r., zatytułowanej Salmon’s English Physician, można przeczytać: „Uryna pochodzi z organizmów ludzi i większości czworonożnych zwierząt, ale ta, której używa się w leczeniu i farmakologii, jest pochodzenia ludzkiego. Jest to surowica, czyli wodnista część krwi, która będąc oderwaną przez emulgant tętnic do żył, jest tam oddzielana i przez fermentację przemieniana w urynę”. I dalej: „Jest specyficznym lekiem przeciwko wszelkim zablokowaniom w wydalaniu moczu […] Otwiera blokady żył i przewodów moczowych, rozpuszcza kamień nazębny, rozbija i wydala kamień i piasek nerkowy”. Przed drugą wojną światową dwu uczonych brytyjskich: Baxter oraz Harrogate niezależnie od siebie zażywało własną urynę, a wyniki tej kuracji opublikowali na łamach fachowej prasy. Przyznali, że wyleczyli się z dokuczających im chorób, m.in. Baxter pozbył się rakowatej narośli. Obaj zgodnie uznali, iż uryna jest najlepszym na świecie środkiem antyseptycznym i przeczyszczającym organizm. Znane są też przypadki przeżycia dzięki urynie osób zasypanych w gruzach czy górników odciętych w kopalniach przez zawały górotworu, także rozbitków na morzu.

Naturalność

Aromaterapia wykorzystuje wyłącznie naturalne olejki esencjonalne najwyższej jakości. Każdy z nich ma inne zastosowanie. Należy jednak od razu przestrzec przed samowolnym stosowaniem olejków w terapii domowej. Oferowane na rynku olejki często uzyskiwane są tzw. metodą gorącą i oprócz miłego zapachu, nie posiadają właściwości leczniczych, a niejednokrotnie mogą zaszkodzić. Oryginalne olejki są wprawdzie stosunkowo drogie, lecz nie pochodzą z niepewnego źródła.
Samemu można natomiast stosować mieszanki standardowe renomowanej firmy VAPOMIX. Nie mają one tak skutecznego działania jak olejki dobrane indywidualnie, niemniej też pomagają. Takimi bezpiecznymi substancjami są np. olejki sosnowy, miętowy, eukaliptusowy czy rumiankowy. Olejek lawendowy ma właściwości uspokajające, miętowy rozgrzewa i może z powodzeniem zastępować aspirynę, natomiast olejek rozmarynowy pomaga w koncentracji umysłu.
A oto przykłady gotowych mieszanek VAPOMIX-u do stosowania domowego: VAPOMIX R-6 dla osób zestresowanych działa odprężająco i łagodząco, zawierając m.in. olejek sosnowy i geranium; VAPOMIX F-8 posiada silne właściwości bakteriobójcze, stąd doskonały podczas grypy, kataru i przy przeziębieniach. Coraz aktywniej rozwijającą się dziedziną są również masaże z wykorzystaniem olejków esencjonalnych. Masaż taki zawiera elementy akupresury i drenażu limfatycznego, poprawiając krążenie krwi i powodując swobodniejszy przepływ energii życiowej.

Zahamowanie zmysłu brakiem apetytu

Całkowite zahamowanie działania zmysłu powonienia powoduje przede wszystkim brak apetytu. Dlatego wiele klinik medycznych stosuje już aromaterapię (gr. arómatikos wonny, pachnący, od gr. aróma korzenie, wonne zioła), czyli leczenie zapachami. Zaczyna się ono zwykle od rozpylania w salach szpitalnych jak najprzyjemniejszych woni, które poprawiają samopoczucie chorych. W leczeniu zapachami uwzględnia się także strefę geograficzną, z której pacjent pochodzi; stwierdzono np., że zapach powoju i świeżych biszkoptów służy chorym południowcom. Na stany stresowe — takie jak przemęczenie, przewrażliwienie, wewnętrzne napięcie — dodatnio działa specjalny masaż skóry przy pomocy roślinnych substancji aromatycznych. Są to esencjonalne olejki w stanie czystym, rozpuszczone w olejkach eterycznych, również pochodzenia roślinnego, posiadające właściwości głębokiego przenikania do tkanki ciała. Olejki takie wciera się albo bezpośrednio po kąpieli, albo po natarciu ciała szorstką, włosianą rękawicą. Po wtarciu olejek drogą osmozy w ciągu niespełna paru godzin rozchodzi się po całym organiżmie, regenerując siły. Już jako ciekawostkę podajmy, że coraz skuteczniej czynione są próby stworzenia „imperium” zapachowego. Na przykład, chemicy przewidują używanie zapachów jako przynęty dla szkodliwych insektów, które zwabione woniami będą następnie sterylizowane przez napromieniowanie. Dzięki temu ulegną zdegenerowaniu w ciągu paru pokoleń, co pozwoli na wyeliminowanie używanych dotychczas trujących substancji szkodliwych dla człowieka. Amerykańscy specjaliści od reklamy zapachowej stosują w supermarketach wonie w celu przyciągnięcia klientów. Powstały także zapachy dla snobów, np. sprzedawcy używanych samochodów umieszczają z tyłu za siedzeniem flanelkę nasyconą zapachem nowego auta (przypomina on mieszaninę oleju bananowego, skóry, kleju, gumy, benzyny i plastyku). Z kolei eksperci z dziedziny zapachów stosowanych w przemyśle twierdzą, iż już wkrótce wszystko, co nas otacza, będzie przyjemnie pachniało.

Uderzenie w nos

Przy okazji naukowych badań nad węchem został wykryty jeszcze jeden zmysł, tzw. chemiczny. Dzięki niemu np. odczuwamy owo szczególne „uderzenie w nos”, jeśli ktoś nam podsunie fiolkę z amoniakiem, kwasem solnym czy chlorem. Wysoko rozwinięty zmysł „chemiczny” posiada bardzo wiele zwierząt. Płazy i ryby tego rodzaju odbiorniki wrażeń mają umieszczone w skórze, u człowieka jest on zlokalizowany częściowo w nosie, częściowo zaś na wewnętrznych stronach powiek, m.in. przy jego pomocy stwierdzamy istnienie szczypiącego w oczy dymu, zapachu cebuli lub chrzanu.
Wrażliwość na pewne zapachy zależy także od wieku człowieka. Ludzie młodzi na ogół nie znoszą woni namiastek kawy, podczas gdy starsi często wprost za nią przepadają. Ponadto dzięki szczegółowej właściwości powonienia człowiek szybko przyzwyczaja się do stałego przebywania w pomieszczeniach, gdzie panują nawet nieprzyjemne zapachy. Z tych samych powodów przyzwyczajeni do tego od wielu pokoleń Włosi, Francuzi czy Holendrzy jedzą z apetytem cuchnące sery, a Chińczycy sfermentowane jajka. Ostatnio medycyna zaczyna doceniać znaczenie woni. Dawno już zauważono, że nie ma prawie takiego zapachu, który by nie wywoływał przyjemnego lub przykrego uczucia, a tym samym nie wpływał na wegetatywny, autonomiczny układ nerwowy. 1 tak np. niektóre zapachy potraw powodują wydzielanie soków trawiennych, inne zaś hamują lub pobudzają seksualnie. Wiadomo też, że zapachy bardzo nieprzyjemne mogą spowodować silne zakłócenia pracy narządów trawiennych, wymioty, zaburzenia krwiobiegu, zawroty głowy itp., natomiast wszelkie ulubione przez kogoś zapachy działają pobudzająco usprawniają procesy życiowe.

Zmysł

W miarę ewolucji człowieka zmysł powonienia jest coraz mniej przez niego używany, mimo to zachował dużą wrażliwość, np. syntetyczny zapach piżma poczujemy nawet wówczas, gdy w powietrzu będzie go tylko 0,00004 miligrama! Ale zmysł powonienia męczy się za to szybko
już po 3 — 5 minutach przestaje reagować na ten sam zapach (mówimy wtedy o przyzwyczajeniu się do danej woni), w każdej jednak chwili wyczuje nowy zapach. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech zmysłu powonienia jest jego silna reakcja na stan stężenia zapa-
chu. Podczas gdy silny koncentrat piżma jest wręcz odrażający, to małe jego domieszki bardzo uszlachetniają każdy zapach perfum. Kwas masłowy w nieco większej ilości niż w normalnym maśle jest nie do zniesienia, wywołując mdłości. Przy bliższym zbadaniu zmysłu powonienia okazało się, że służy on nam znacznie częściej niż to się wydaje, gdyż wiele doznań węchowych przypisujemy zmysłowi smaku. Kiedy np. zajadamy soczystą, smakowitą pieczeń z grzybami, działa ona przede wszystkim na nasze receptory węchowe, podczas gdy język rozróżnia wówczas tylko mieszaninę smaków: słonego, słodkiego, kwaśnego i gorzkiego. Najwyraźniej „smakowanie węchowe” występuje wtedy, gdy jemy np. świeże, wonne owoce. Z tych samych powodów, kiedy wskutek silnego kataru został zablokowany nasz zmysł powonienia, wszystko zaczyna nam smakować jak drewno. Jemy wtedy ziemniak z takim samym apetytem, jak jabłko.

Aromaterapia, czyli leczenie zapachami

Zmysł węchu umiejscowiony jest na samym końcu przewodu nosowego, w głębi czaszki. Tam właśnie przedostaje się — przy pociąganiu nosem — ogrzane i wstępnie przefiltrowane powietrze, błądząc cały czas w labiryncie trzech zakamarków kostnych, które razem tworzą tzw. konchę, czyli małżowinę nosową. W górnej jej części znajduje się miejsce o powierzchni około 5 cm2, wyścielone śluzowatym nabłonkiem węchowym, sam zaś nabłonek pokryty jest mikroskopijnymi włoskami. Właśnie tutaj znajdują się zakończenia odgałęzień nerwu węchowego. Za jego pośrednictwem wrażenia węchowe przedostają się do mózgu. Tak wygląda fizyczny obraz działania zmysłu powonienia. Współczesny człowiek korzysta z węchu w bardzo ograniczonym zakresie, co najwyżej stwierdzając, że coś się przypala albo zachwyca się zapachem kwiatów lub perfum. Nawet nauka zaniedbała zmysł węchu i dopiero w ostatnich latach zaczęła się interesować nim bliżej. A przecież nad rozwiązaniem zagadki chemicznej istoty odczuwania zapachów głowili się uczeni już od ponad dwóch tysięcy lat. Twórcą pierwszej teorii na ten temat nie był przyrodnik, lecz rzymski… poeta Lukrecjusz. Rozwinął ją w połowie obecnego wieku szkocki uczony Moncrieff. Dalsze badania nad zmysłem powonienia przeprowadził angielski uczony James Amoore, twórca teorii powstawania zapachów. Doszedł on do wniosku, że podobnie jak siedem podstawowych barw tęczy, istnieje tyle samo podstawowych zapachów, wszystkie inne zaś są od nich pochodne. Chemia przemysłowa zna ponad 30 tys. rozmaitych kombinacji zapachowych. Niektóre zapachy znoszą się nawzajem jak przeciwstawne sobie ładunki elektryczne, np. woń gardenii kwiatu pomarańczowego.

Przygotowanie parafiny

Parafina znajduje się w sprzedaży najczęściej w blokach lub dużych kostkach. Topi się ją w naczyniu, które jest zanurzone w drugim wypełnionym wodą. Temperatura topnienia wynosi około 50 °C. Z braku termostatu temperaturę należy mierzyć termometrem. Jest to niezbędne, gdyż łatwo można spowodować oparzenie. Należy też uważać, aby do naczynia z rozgrzaną parafiną nie dostały się kropelki wody, ponieważ także mogą spowodować oparzenie skóry. Chory powinien zająć wygodną pozycję w zależności od miejsca leczonego (kręgosłup czy staw). Skóra powinna być uprzednio umyta i osuszona. Owłosienie należy zgolić, żeby zapobiec bolesnemu odrywaniu parafiny po zabiegu. Jeśli chory nie chce zgolić owłosienia, można posmarować je wazeliną. Odzież trzeba osłonić folią, aby się nie pobrudziła. Rękawiczki lub skarpetki parafinowe Ten prosty a skuteczny sposób polega na kilkakrotnym szybkim zanurzeniu dłoni lub stopy w roztworze parafinowym. Po każdym zanurzeniu na ciele zostaje cienka warstwa parafiny. Gdy utworzy się już kilka warstw minimum cm grubości, kończynę okręcamy, najlepiej ceratką, serwetką nylonową lub papierem woskowym, a następnie przykrywamy kocem w celu utrzymania ciepła. Zabieg powinien trwać 30 — 60 minut. Ważne jest, aby podczas zabiegu nie poruszać kończyną, gdyż powoduje to pękanie i odpadanie parafiny. Przenikające szczelinami powietrze osłabia skuteczność kuracji.

Kąpiele gorące

Kąpiele gorące mają szczególne zastosowanie w przypadku potrzeby rozgrzania całego ciała i uzyskania efektu rozkurczowego naczyń krwionośnych. Jest to działanie pomocne przy wszelkiego rodzaju kolkach, bólach jajników narządów rodnych, pęcherza moczowego oraz kamicy nerkowej. Natomiast w żadnym wypadku nie należy stosować ich przy krwawieniach zewnętrznych i wewnętrznych oraz jeśli zachodzi podejrzenie zapalenia wyrostka robaczkowego.
Temperatura wody do kąpieli nie powinna przekraczać 40 °C, ale początkowo musi być taka, by pacjent czuł się swobodnie. Po dostosowaniu się skóry do temperatury można dolewać coraz cieplejszej wody, lecz nie za gorącej. Czas trwania kąpieli wynosi od 30 do 60 minut, pod warunkiem że woda zbytnio nie ostygnie oraz że chory nie odczuwa kłopotów z sercem lub układem krążenia. Ilość zabiegów nie jest specjalnie ograniczona, zależna od uznania chorego.
Zabiegi parafinowe Zaliczane są do termoterapii. Pierwsze próby leczenia tą metodą niektórych schorzeń miały miejsce już na początku obecnego wieku. Terapia ta rozwinęła się początkowo we Francji, a następnie została spopularyzowana w całej Europie. Do zabiegów wykorzystuje się parafinę białą, oczyszczoną. Posiada ona charakterystyczną konsystencję, zbliżoną do konsystencji wosku, i jest znakomitym środkiem przy schorzeniach narządów ruchu, łatwo dostępnym i dosyć tanim, długo utrzymującym ciepło, prostym w stosowaniu do wielokrotnego użycia (po dokładnym rozgrzaniu przecedzić ją przez sito lub tkaninę). Przeciwwskazania dotyczą osób z odwapnieniem kości oraz osób w świeżym stanie pourazowym. Do najprostszych zabiegów należą rękawiczki lub skarpetki parafinowe oraz kąpiele.

Older posts
Newer posts